Moje dane - moja własność

26.05.2013

 

Masz zdjęcia lub film do tego artykułu?   Wyślij je do nas!

Rewolucja internetowa, która dokonała się na naszych oczach w ciągu ostatnich dwudziestu lat, zmieniła rzeczywistość nie do poznania. Wymiana maili, zakupy przez internet czy elektroniczna bankowość stały się kawałkiem naszej codzienności i trudno dziś wyobrazić sobie życie bez tych udogodnień. Jednak surfując po sieci, logując się na Facebooku czy korzystając ze smartfonów, na każdym kroku pozostawiamy po sobie cyfrowe ślady. 

 

W Brukseli trwają właśnie intensywne prace nad reformą danych osobowych. Przepisy, które obowiązują w tej chwili, powstały w 1995 roku, czyli wtedy, gdy internet dopiero raczkował. Od tego czasu świat przyspieszył, a stare regulacje nie nadążają już za rozwojem technologicznym. Dziś okazuje się, że 70% Europejczyków, choć korzysta z internetu codziennie, tak naprawdę nie ma do niego zaufania. Ci ludzie boją się, że ich dane mogą zostać wykorzystane przez przedsiębiorstwa w niewłaściwy sposób. Nowe rozwiązania, które mają wejść w życie już w 2015 roku, wychodzą naprzeciw tym obawom. Chodzi o to, by w sieci było prościej i bezpieczniej.
 
Dane osobowe to informacje na temat życia prywatnego, zawodowego lub publicznego konkretnej osoby. Może to być nazwisko, zdjęcie, dane bankowe, wpis na portalu społecznościowym, informacja medyczna lub adres IP komputera. Na tej podstawie firmy internetowe przypisują nam profile, które pozwalają im lepiej dopasować do nas reklamy, usługi czy wyniki w wyszukiwarce. Z jednej strony jest to pewne ułatwienie - w sieci jest tyle treści, że cieszymy się, gdy ktoś powybiera dla nas te, które nas zainteresują.  Ale jest i druga strona medalu - linie lotnicze mogą podwyższyć dla mnie cenę biletu, bo znają historię moich zakupów w sieci i wiedzą, że mnie stać. Firma ubezpieczeniowa może zaproponować mniej korzystną ofertę osobie, o której wie, że pali papierosy lub nosi koszulki w rozmiarze XXL. Przetwarzanie i wymiana danych pomiędzy firmami działającymi w internecie to powszechna praktyka, która niestety najczęściej odbywa się poza kontrolą obywateli.
 
Zasada, którą wprowadzają nowe przepisy, jest następująca - moje dane należą do mnie. Dopóki ja się nie zgodzę, żeby moja własność była udostępniana, nie wolno tego robić. Firmy i portale będą też musiały prostym i zrozumiałym językiem informować nas o swojej polityce prywatności - koniec z gigantycznymi i skomplikowanymi regulaminami. Co więcej, we wszystkich państwach Unii Europejskiej będą obowiązywały te same przepisy. Musiałyby się do nich dostosować również firmy amerykańskie, które świadczą usługi na naszym kontynencie.
 
Nie wszystkie z tych rozwiązań podobają się wielkiemu biznesowi. W końcu na wykorzystaniu naszych danych wiele firm oparło swoje modele biznesowe. Jednak bez zaufania obywateli do usług świadczonych przez internet trudno wyobrazić sobie dalszy rozwój gospodarki cyfrowej.
 
Projekt rozporządzenia liczy ponad 100 stron, do których europosłowie wnieśli przeszło 4 tysiące poprawek. Równolegle negocjacje w tej sprawie toczą rządy państw członkowskich. Stawka jest bardzo wysoka - chodzi przecież o naszą prywatność. Pamiętajmy jednak, że sam akt prawny nie rozwiąże wszystkich problemów. Musi mu towarzyszyć skuteczna akcja edukacyjna, która sprawi, że nowe zasady zostaną również poważnie potraktowane przez obywateli.
 
 
 
Marek Siwiec
Poseł do Parlamentu Europejskiego z Wielkopolski
www.mareksiwiec.pl
 
 
 

red. | źródło: Marek Siwiec

Zobacz także
Komentarze